sobota, 29 grudnia 2007

biały

Wczoraj wróciłam do Londynu. Nie wiem nawet czy mogę użyć słowa „wróciłam”, bo wraca się z reguły do domu, albo tam gdzie człowiek ma jakąś tam swoją przysłowiową przystań, ale co tam, nie ma co się rozwijać, bo potem wszyscy myślą, że mam czarne myśli albo, że zaraz się powieszę, otruję albo skoczę pod pociąg. A tu jeśli chodzi o pociągi to mamy do wyboru do koloru. Nie trzeba się zatem zbytnio dołować. Postanowione! W tym tygodniu moi drodzy myślimy„po amerykańsku”. Jak pytają jak jest - to trzeba od razu odpowiadać: pięknie, cudnie i wspaniale, a na koniec, że tak w ogóle to lepiej być nie może. Więc głowa do góry!


Dziś przyjechali znajomi z Nju Jork. Nie widzieliśmy się ze sto lat. Wyglądają wspaniale, zupełnie jak kilka lat temu. Ona chce wrócić na wyspę, wybudować dom pod Londynem, rozmnożyć się jak przystało na panią dobijającą do trzydziestki, a On jak to On – jemu w głowie latanie, praca w centrum miasta, puby, piwo i zabawa, ale z umiarem. Teraz już umiarem.


Ciągle widzę welony, śluby, białe suknie. W sklepach białe szpilki, obrączki, na ulicach wózki, dzieci, grzechotki, śliniaki, pieluchy, bobasowe uśmiechy, radość rodziców, zazdrosne spojrzenia koleżanek. Ta wychodzi za mąż, ten się oświadczył, ta będzie mamą, a ten z drugiego tatą. Ta z klatki obok spodziewa się bliźniaków, a ta w telewizji właśnie poleca te, a nie inne gerberowe mamałygi. Do z rzygania, zarzygania i wymiotów. I tak w kółko.


No i powoli zaczynam myśleć, że ze mną jednak nie jest wszystko w porządku, ale co gorsze mam to tradycyjnie w dupie. W dupie to mam! Wyjdę za mąż po 30-tce, a zapłodnić się dam dopiero przed 40-tką, a jak nie to adoptuję. Tak! Przygarnę piękne bobasy z Afryki. Wspaniałe czarne cudne maluchy. I będziemy żyć długo i szczęśliwie jak to zwykle w bajkach bywa.

czwartek, 27 grudnia 2007

wyborowa

żegnajcie smażone w tłuszczu pierogi, pasztety, śledzie w cebuli, bigosy

żegnaj podwórko, przystanku, chodniku

żegnaj mój domku beżowy

żegnajcie moje szare i puste miasta

żegnajcie przyjaciele moi - na dobre i na złe

żegnajcie rodzice, żegnaj i braciszku


I ruszyła w stronę białego samolotu z walizką wypełnioną żubrówką, luksusową i wyborową...

wtorek, 18 grudnia 2007

e-bilet

...10 par majtek – 10 par skarpet. Staniki, bluzki, guziki. Spodnie i kosmetyki. Kurtka, buty. Ile par? Jedna, dwie? Szkła kontaktowe, pojemnik i płyn… O płynnn. Jakie ładne słowo!

Popierdułki, szkatułki, koraliki, rzemyki…

dawać dalej….

mydła, kremy, balsamy, kolorowe w paski pidżamy

paszporty, ręczniki,

swetry

getry

rajstopy? Ale po co? Ona nie nosi spódnic!

ładowarki, telefony

elektronika, ukochana muzyka,

e-bilet, e-mózg

Hej mała, wracasz do Polski! Gdzie Twój entuzjazm?! Co?


P.S. Spałam dziś dokładnie 2 godziny i 40 minut.

poniedziałek, 17 grudnia 2007

nie mam ust, a muszę krzyczeć

Próbowałam się dziś skoncentrować. Ponad miarę, ponad siły, ale znów nie mogłam. Byłam na zakupowych popierdułkach. Wytrzymałam zaledwie dwie godziny. Tyle ludzi, tyle tego wszystkiego! Wszyscy się przepychali, przebiegali, potrącali. Ukryłam się gdzieś za rogiem. Schowałam się przed Wami. Ale i tak mnie znaleźliście. Byłam tuż za Tobą. Było tak blisko...


Wróciłam szybko do domu.


Zaraz zaraz. A gdzie jest mój dom.............................?

tranzystor

Zapomniałabym na śmierć!


Kochany Tranzystorze,


Z okazji Twoich 60-tych urodzin chciałabym Ci złożyć spóźnione choć najlepsze życzenia.

Pojadę tradycyjnie: zdrówka, szczęścia, pomyślności i żeby Cię kochanieńki było jak najwięcej. W sumie powinnam użyć liczby mnogiej, ale co tam liczą się chęci i pamięć.

Poczekaj kochany, niech no tylko wypiję Twoje zdrowie…

Powiedz mi mój drogi ilu Was tam jest w tym moim procesorze?

Ile jeszcze piw trzeba otworzyć?


Z poważaniem,

Ja - Inżynier

niedziela, 16 grudnia 2007

wszędzie i dla wszystkich

Jakby jeszcze jakas droga Pani miała wątpliwości...

W sypialni - dziwka (chyba że w łóżku śpi niemowlę - wtedy nie wiadomo), w kuchni - kucharka (zachęć dzieci do gotowania, ale zadbaj, by wszystkie ostre, gorące, trujące i cenne przedmioty znalazły się poza ich zasięgiem), w salonie - dama (wcześniej jednak sprzątaczka - mały alergik nie znosi kurzu; musisz codziennie przecierać podłogę na mokro; nie zapominaj o regularnym praniu i wymrażaniu pluszaków!), w pokoju dziecinnym - superniania, w pracy - pracownik miesiąca, na sali fitness - instruktorka aerobiku, na stoku - narciarka, w metrze - kontrolerka, u psychiatry...

Źródło: Wysokie Obcasy


sobota, 15 grudnia 2007

umieranie

Miało być kreatywnie a wszyło n i c.

Napiszę tylko tyle, że dziś 15 a ja 18 wpadam do Polski zaczerpnąć świeżego powietrza. Już wszystko widziałam, wszystko przeżyłam. Wiem jak będzie. Ucałuję Was mocno, tak by starczyło na kolejne miesiące, uściskam, wypije kilka kufli, zagram tradycyjnie w piłkarze i ponownie zastygnę w bezruchu.

który to ja już raz umarłam?

sobota, 8 grudnia 2007

cwietajewa

Jest dokładnie 2.14. Nawet nie wiesz, że istnieję. A jednak. Piszę dziś do Ciebie, bo wszyscy inni śpią. Znów nie mogę zasnąć. Nie pytaj dlaczego. Poprostu.

'tej zimy musimy się spotkać. W małym miasteczku. Zostaniemy tak długo, jak zechcesz: tak krótko, jak zechcesz', odpisał: 'Tak, tak, tak, Marino, mówię Tak wszystkiemu, czego chcesz i czym jesteś ( ), ale kryją się we mnie także dziesiątki tysięcy Nie, niedających się przewidzieć Nie'.

Nigdy się nie spotkali.

'Do Rady Funduszu Literackiego. Proszę przyjąć mnie do pracy w charakterze pomywaczki w otwierającej się stołówce Funduszu Literackiego.

M. Cwietajewa'.

biodro

Tata ma zwichnięte biodro i "coś" z ręką.

Mamo... dlaczego mi nie powiedziałaś? Dlaczego nie zadzwoniłaś?

"Nie chciałam cię denerwować. A zresztą w czym byś nam pomogła córeczko?"

"W niczym mamo. W niczym."

przedpokój

Przedwczoraj śniła mi się babcia. Przechadzała się jak gdyby nigdy nic po przedpokoju. Raz w jedną - raz w drugą stronę. Parzyła zwyczajnie kawę po czym uśmiechając się do mnie ujmującą wręcz przeszczęśliwie spojrzała mi prosto w oczy. Nic jednak nie powiedziała choć czekałam dzielnie na sylabę, wyraz, samogłoskę, zająknięcie... Nic.

Dzwonił Tata. Spadł z drabiny. W przedpokoju!

ruchome schody

W niedzielę ponownie idę na piwo z panią z Czech. Jest cudowna. Już się nie mogę doczekać!

Jest mi czasem ciężko, czasem źle, czasem nie do wytrzymania, ale jestem. Trwam. Żyję i oddycham. Mogę tu zamieszkać. Rozumiesz? Mogę tu żyć! Odkryłam to jadąć dziś ruchomymi schodami w górę, a nie w dół. Mogę! Tyle ludzi, tyle par oczu, tyle samo poglądów, złudzeń i marzeń. Już cofnąć się nie mam szans. Rozumiem dlaczego tu jestem. Pierwszy raz od mojego przyjazdu! Zrozumiałam! Nareszcie! To moja szanasa, mój zrealizowany sen! Nie muszę tak jak Ty chcieć zarabiać super kasy, nie muszę siedzieć za wypolerowanym biurkiem na skrzypiącym od pierwszej klasy skóry fotelu. Nie muszę, bo... nie czuję takiej potrzeby! Odkąd tu przyjechałam chcę poznać jak najwięcej ciekawych ludzi, chcę dowiedzieć się o nich jak najwięcej, chcę przetrwać wiedząc, że poznałam Ciebie, wiem kim jesteś i co chcesz mi przekazać. Kocham Twoje oczy, Twój uśmiech, Twoje poczucie humoru. Staram się zrozumieć Ciebie, tylko Ciebie - WSZYSTKO!

Cieszę się, że spotkałam Cię na mojej drodze...

włos

Dziś kolejny bankiet. Nie powiem. Było naprawdę ok. Poznałam z pierdyliard nowych ludzi: Meksyk, Kazachstan, Grecja, Londyn-sąsiadka, Sydney. Gdzie, jeśli nie tu poznam tyle kultur, tyle narodowości, tylu wariatów. Mój ulubieniec z Pakistanu (Dzięki) dziś nastawiony był na opcję „obrażonego do końca życia”. Nie wiem o co mu dokładnie chodzi – ale szanuję jego fochy, frustrację i dziwne zachowanie. Może za bardzo go lubię. Wręcz ubóstwiam! Jak jest ciężko mogę zawsze liczyć na jego durne, infantylne lecz śmieszne zdania, wyrazy, związki frazeologiczne… Ali to Ali. Niezastąpiony.

Dziś w drodze do pracy zobaczyłam włos. Powiewał niewinnie w londyńskim metrze. Trzymał się dzielnie tablicy z rozkładem jazdy. Niczym nie przejęty prężył się niczym niewzruszony turysta. Tam zaglądał, tam sprawdzał, tam się wyginał. Piękny, długi, rudy, dumny włos.

Poznałam kolejnego Polaka. Pierwszy prześmieszny Polak. Wspaniały! W stanie permanentnego ubawienia pozostałam do końca wieczoru. Szkoda, że uciekł tak szybko. Następnym razem zabiorę jego numer telefonu. Strzeż się młody Polaku.

Umieram i rozbieram się dziś…

poniedziałek, 3 grudnia 2007

polczech

Wczoraj zadzwoniła znajoma i zaproponowała kawę. Wyjrzałam przez okno - wiało, lało, gwizdało... A jednak zebrałam siły, umalowałam rzęsy i ruszyłam w stronę metra. Spotkałyśmy się na Oxford Street - to chyba najgorsze miejsce na Ziemi - szczególnie w okresie przedświątecznym. Nie można było się przecinąć - cały Londyn przecież akurat wczoraj musiał kupować prezenty! Angole obładowani papierowymi torbami wypchanymi jak balony biegali jak szaleni.

Koleżanka czekała grzecznie przed kawarnią rozmawiając przez telefon i jednocześnie machając do mnie porozumiewawczo. Pani K przyjechałam do UK z Czech razem z chłopakiem. Jest prześmieszna, ma podobne poczucie humoru i co najważniejsze ma do Angoli i całego tego k.. taki sam stosunek jak ja. Komunikujemy się po angielsku - pani K wymiata jak sie masz - czasami tylko gdy brakuje nam słów posługujemy się czymś w rodzaju "polczech". Nawet nie wiedziałam, że to takie podobne języki. Chociaż oczywiście czasem można się nieźle pomylić. Ale to już dla wtajemniczonych.

P.S. Niestety wszystkie kawiarnie były zajęte przez wypchane torby zakupowe i inne papierowe opakowania dlatego też udałyśmy się od razu do pubu. A tak chciałam wypić kawę! ;) buhahaha

sobota, 1 grudnia 2007

zmiany

Od poniedziałku zaczynam na poważnie poszukiwać praktyk w pr. Czas na zmiany. Poważne. Zmiany. Poważne. Zmiany. Zacznę zmiany. Poważnie się zmienię. Na poważnie już.

poziomki

Siostra pana x napisała dziś, że jestem dla niej jak rodzina. Jaka ja dla niej rodzina? tylko tego mi brakuje!

Idę oglądać Plac Zbawiciela. Może sen przyjdzie...

skreślenie

Wypisałam się z tych "International" i "New to London". Już mi się odechciało wrażeń. Zaczął do mnie wypisywać cały świat arabski łącznie z włoskim i hiszpańskim.

grudzień

Pan X poleciał w środę na Barbados - gdziekolwiek to jest. Zostałam sama. Przeszukałam dziś dokładnie całe grono i umarłam. Dochodzi 2 a ja ciągle nie śpię. Ocipieć można - niech ktoś coś gdzieś po coś tu wpadnie.

Dziś jest pierwszy dzień grudnia. Już nie długo będę w domu. Wyjdę na płytę lotniska, zaciągnę się polskim powietrzem, odbiorę małą walizkę i rzucę się na rodzinę. Potem zadzwonię do znajomych, że to już i ponownie umrę ze szczęścia. Dziś tęsknie bardzo... chociaż wypiłam tylko dwa na sen... więc niech on k... wreszcie przyjdzie!

Poczekam na górze w pokoju

poniedziałek, 26 listopada 2007

popierdułki

Będę pisała małe popierdułki do jednego portalu internetowego. W sumie nawet się cieszę. Popiszę sobie trochę, rozwinę horyzonty, będę miała kolorowe myśli, słońce będzie świecić jeszcze mocniej, przybędzie mi nowe doświadczenie. Tak. Zdecydowanie jestem zadowolona. To powód do uśmiechu. Lecę poćwiczyć przed lustrem :)

P.S. Mam kolejną zmarszczkę na twarzy. Od dziś zaczynam wklepywać kremiki nieco delikatniej. Postanowione!

sobota, 24 listopada 2007

na próżnej

Właśnie wróciłam z kolejnego bankietu. Nie ma co ukrywać – nogi weszły mi w tyłek, ale to nic w porównaniu z tym co miałam w środę. Obsługiwaliśmy 800 gości na stadionie Wembley. Dzięki bogu, że Anglia przegrała wtedy z Chorwacją i Angole obrażeni na cały świat pouciekali do domów. Nie musiałam zostać do 2.

Najdos się ucieszy. Znów rzuciło mi się na głowę. Ściągnęłam sobie inwokację z Pana Tadeusza i słucham jej trzy razy dziennie. Kocham głos Żebrowskiego, a w szczególności fragment, w którym mówi „do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych – szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych” i jeszcze „dzięcielina pała”. Mistrz. hehe

Aha no i jeszcze jedno na potwierdzenie mojej postępującej choroby psychicznej. Zapisałam się do klubu International oraz New to London. Zupełnie obcy sobie ludzie spotykają się w różnych miejscach Londynu. Ludzie opowiadają o sobie, gadają, plotkują i w ten sposób nawiązują się nowe znajomości. Nie muszę chyba mówić, że o mojej przynależności przeważyła informacja, że spotkania owe kończą zazwyczaj popijawy w pobliskich pubach.

Ostatnio zauważyłam, że panu X do szczęścia potrzebny jest komputer, Internet i paczka papierosów. Nie będę tego na razie komentować.

Może znów zacznę palić. Pomyślę nad tym. Dziś bardzo tęsknie za Piotrkiem. Mój mały kochany braciszek.

Słońce już gasło. Niebo zdawało się zniżać, ścieśniać i coraz bardziej ku Ziemi przybliżać…

Kiedyś czytałam o kobiecie, która opiekowała się Gombrowiczem. Są takie panie, co robią to z poczucia obowiązku, lęku, ze strachu no bo chyba nie z miłości? Poświęcają całe życie jednej osobie. To samo było z księdzem Twardowskim. Opiekowała się nim niejaka Ola. Do końca jego dni, ale to chyba z goła niesprawiedliwe porównywać do siebie obie te panie. Ola zabrała księdzu wszystko. Prawa autorskie, jego twórczość. Po tym jak śmierć zawitała do jego skromnego pokoju, zamknęła drzwi i odjechała.

Tęsknie za wami

I na zakończenie:

„Oczy tej małej jak dwa błękity. Myśli tej małej – białe zeszyty.

A tyś był dla niej więcej niż Bóg. Pokłoń się do jej martwych nóg…”

niedziela, 11 listopada 2007

ziemniak

Miałam kolejny dzień próbny - nie chcę mi się o tym pisać. Nie ma o czym. Dziś było mi cieżko. Zero wsparcia. Zero przyjaciół tylko walcz, walcz i walcz.
Pierdolę to wszystko, zaciskam zęby i idę dalej. Jeszcze mam trochę siły. Szukam dalej. Na razie mam moje bankiety. Zawsze coś. Ludzie wspaniali, przesympatyczni - miód, marzenie. Ale mała pensja - szukam więc dalej...

Metro metro metro. Pierdyliard ludzi, nie da się przecinąć. Szukasz swojej linii, przesiadasz się, szukasz na mapie, biegniesz dalej. Jazda metrem zajmuje mi czasem ok. 2 godzin. Wszystko zależy od celu. Duszno,ciasno, śmierdząco, ale do przodu. Tam grają, tam śpiewają a ty idziesz, biegniesz, lecisz byle zdążyć, byle na czas.

Poznałam kilku Polaków. Rada. Trzymać się od nich z daleka.

Idę spać. Dziś odechciało mi się wszystkiego. Byle do 18 grudnia. Byle do Polski.

tradycyjnie umarłam zalana łzami

wtorek, 6 listopada 2007

plsss

Dostałam nowe wytyczne, bo ponoć źle się odnoszę do otoczenia. Tutaj - jak mówi pan X - trzeba mówić za każdym razem "poproszę", "dziękuję" i "przepraszam". Więc robię co mogę.

"Przepraszam, gdzie mogę dostać papierowe torby do odkurzacza?"
"Nie ma. Tu nie agd. Chociaż można zamówić przez internet. Trzeba sobie przeczytać na stronie!"

"Acha, dziękuję bardzo i przepraszam, że żyję. A tak w ogóle to spierdalaj"

len

Nie mogę już. Umieram. Tęsknie za Polską. Słyszałam, że u Was śnieg. Pięknie! U nas słońce i w miarę ciepło. Daj mi wrócić tylko na chwilę...

Dziś kupiłam lnianą torbę firmy tesco. Nie będę pakować rzeczy do tych plastików. Pierdolę. Ostatnio kocham moje środowisko, będę o nie dbać. Moja kochana torba w biedronki.

Gotuję ryż. Mam nadzieję, że się znowu nie przypali.


Gdybym choć na chwilę mogła wrócić..


Zaraz przyjdzie pan X.

Muszę znaleźć pracę. Mogę robić cokolwiek. Byle tylko stanąć na nogi. Potem studia i wrócę. Czas płynie dla mnie za wolno.

Bangladesz spytał się mnie dziś w tesco czy mam ID. Co? ID? A po co ci ? - pytam. Kupujesz alkohol, jesteś chyba za młoda. Pokaż ID!

Wszędzie bangladesz. Nienawidzę ich. Zdejmij chustę albo wracaj skąd przyjechałaś!

Pan X nie popiera moich poglądów. Wczoraj wstał od stolika podczas kolacji. Nie lubi moich teorii. Trudno. Co robić. Powiedział, że siedzi we mnie diabeł. Heheh. A bo jeden...

Londyn nie jest stolicą Anglii. To miasto emigrantów. Cała ta resztka ludzkości siedzi w Londynie. Ja też się do niej zaliczam. Nigdy tego nie negowałam.

Zaczynam wariować.

Ryż się przypalił - spalił - ryż umarł.

niedziela, 4 listopada 2007

tęsknoty

metro, płyty chodnikowe, bloki, drzewa, cukiernia, zupa ogórkowa, bordowy fotel, kotlet schabowy, balkon, gołąbki, podwórko, domek...

piątek, 2 listopada 2007

światło

Po dwóch tygodniach "poszukiwań" dostałam pracę na pół etatu. Firma oragnizuje eventy, imprezy, bankiety dla firm i celebrties. Mam być panią od przynieś, podaj, pozamiataj. Odbędę profesjoalne szkolenie i świat stanie się piękniejszy. Jak to możliwe? Sama nie wiem. A tak na poważnie to nie wybrzydzam, bo poznałam tam juz kilka spoko osób. Myślę, że na początek to nie jest takie złe. Zawsze to kilka funtów w kieszeni a pieniądze przydadzą mi się bardzoooooo.

Jutro X idzie na wieczór kawalerski swojego kolegi. Będzie strzelał, pił, biegał i bóg raczy wiedzieć co jeszcze. Ja no cóż idę ze znajomą na piwo. Nie znam jej dobrze, ale wydaje się bardzo sympatyczna. Zresztą nie stroni od alkoholu - czego można chcieć więcej?
hmmm powrotu do domu????


Zaraz, dosłownie za kilka sekund zarezerwuję bilet do Polski. Na tydzień. Umieram ze szczęścia. Pierwszy raz umieram ze szczęścia a nie z nudów. Pięknie!

idę oglądać jerycho

kocham Was

wtorek, 30 października 2007

czarny

Weekend miałam cudowny. Nawet się nie spodziewałam, że przełknę siostrę pana X tak łatwo. Było naprawdę miło. Wspaniale mieć pod jednym dachem dwóch Francuzów! Przez cały weekend nic tylko gotowali, kupowali i znowu gotowali. Ja tylko wstawałam z łóżka na gotowe. Zresztą chłopak pani Y robił dokładnie to samo co ja. Oni gotowali, a my jedliśmy, spaliśmy, jedliśmy i znowu w kimę. Wieczorami chcąc nie chcąc musiałam się ogarniać, myć głowę, brać prysznic by potem silić się na angielskie wypowiedzi w starych, obskurnych londyńskich pubach. Nie wiem ile wypiłam w ten weekend. Hektolitry browarów. Byliśmy też przez chwilę w jakimś dziwnym Klubie. Czarni tańczyli na podłodze, przybierając dziwaczne pozy. Jednego nie można im zarzucić. Tego cholernego poczucia rytmu. Mistrzostwo świata. Oprócz wygibasów pamiętam jeszcze tylko kibel, a w nim wielką, obleśną babę klozetową. Zbierała chajs za każdy litr moczniku. Taki widok powala na kolana. Nie do opisania. Jak z filmu. Baba była tak gruba, że zajmowała całą powierzchnię kibloroomu. Masakra. Resztę siku trzymałam wytrwale do końca. Nie dałam ani grosza więcej. Zresztą moja kasa topnieje w oczach, a pracy na razie nie widać. Zaczynam oszczędzać.

Jestem zmęczona. Dziś czeka mnie ciężki i stresujący dzień. Moja chwila prawdy. Dzień próbny w restauracji. Muszę się ładnie ubrać i nie dać po sobie poznać, że się nie znam na tym na czym znać się powinnam. Będę udawać. Postaram się nie przejmować. Co ma być to będzie. Najwyżej nie dostanę tej roboty. Zresztą w środę mam kolejne interview. Powoli zaczynam do tego wszystkiego przyzwyczajać. Powoli, opornie, ale do przodu. Byłam dziś w banku. Mam już numer konta. Pani z obsługi Klienta co chwila pytała się mnie czy aby na pewno nic mi nie jest. A co ma kur… być?! Jest pięknie! W banku połowa personelu to Polacy, na ulicach no rusz słychać język polski, a na budowie koło domu 90% to Polacy. Wspaniale!

Ludzie to mają pierdolca. Nie mogę oglądać telewizji – reklamy doprowadzają mnie do białej gorączki. Od dziś tylko radio. Aha oprócz tv irytuje mnie jeszcze jedno. Słowo „lovely”. Działa mi niesamowicie na nerwy szczególnie gdy zaczyna przybierać różne formy poprzez dodawanie ozdobników w stylu: „ooo lovely” „lovely!” ‘wow, lovely!’. Wszyscy wszędzie wypowiadają to słowo. W pubie, w autobusie, metrze, na ulicy po prosu wszędzie! Niech sobie w dupę wsadzą to „lovely” – wtedy dopiero będzie „lovely”.

„lovely” „lovely” „lovely” „lovely” „lovely” „lovely” „lovely” „lovely”

Tęsknię za domem. Bardzo. Umarłam.

piątek, 26 października 2007

szynka

Dziś przyjeżdża siostra pana X z którym mieszkam. Ma przyjechać z chłopakiem. Cieszę się przeogromnie. Normalnie umieram ze szczęścia... Dostałam wytyczne: mam być miła, uprzejma i uśmiechnięta. To ostatnie mogę jakoś przeboleć. Uśmiech mam już wyćwiczony. Popracuję jeszcze nad "miła" i "uprzejma".

Nareszcie kupiłam normalną wędlinę. Tradycyjnie - pakowana, ale zjadliwa. Najpierw dałam na spróbowanie Kotu. Wpierdzielił jak sie masz. To dobry znak. Można zacząć myślec o kanapkach.

Lecę odkurzać. Wyślę może jakieś cv.

wanilia

Wczorajsza rozmowa o pracę przebiegła dość sprawnie. Stres ogarnął mnie jakąś godzinę przed spotkaniem. Na szczęście minął bezpowrotnie w drodze na interview. Dlaczego? Bo jak tylko wyszłam z domu to zaczęło potwornie padać. Maska nad, którą tak starannie pracowałam spłynęła gdzieś sto metrów od domu, nowa spódnica wrzynała mi się w tyłek i biodra, a buty na wysokim obcasie - tak! na wysokim! - zawiodły mnie po całości. Dopiero wczoraj zdałam sobie sprawę jakie te chodniki są krzywe. Musieli je wykładać faceci. Czy oni w ogóle zdają sobie sprawę co to znaczy chodzić na obcasach? Niech sobie spróbują. Biedne baby. Teraz na poważnie - współczuję kobietą na szpilkach. Kochane jestem z Wami całym sercem! Następne chodniki wyłożymy same! Bez dziur, gładkie, płaskie, idealnie proste. A tymczasem precz ze szpilkami! Precz!

Dzwonił Angol. Mam przyjść we wtorek na dzień próbny. Niech sobie w dupę wsadzi ten dzień próbny. Nie chcę. Chyba już mi się odechciało.

Wczoraj w mieszkaniu spadłam ze schodów - wypiłam dwa piwka na rozluźnienie, ale żeby od razu spadać z wysokości. Mam stłuczoną rękę i boli mnie tyłek. Ja to mam szczęście!

środa, 24 października 2007

chmurzysko

Dziś zadzwonili do mnie w sprawie pracy. Praca całkiem całkiem jak na kogoś kto właśnie przyjechał do uk. Recepcjonistka w mega ekluzif restauracji. Pożądany kandydat to taki, który gada płynnie po angielsku, posiada zdolności komunikacyjne, umie pracować pod presją czasu i jest odporny na stres. Oczywiście nie gadam płynnie po angielsku chyba, że po pożądnej dawce alkoholu, nie posiadam zdolności komunikacyjnych ponieważ jestem uczulona na tłum i wszelkie z nim kontakty mam po prostu w dupie, o co do stresu to jedno mogę przyznać - stersuje się średnio co 2 sekundy. Ale pójdę. Muszę. Najwyżej powiedzą, że dziękują. Tudno przyjmę to z należytą godnością, honorem i stanę dalej do walki o pracę.

Idę oglądać gówniane Jericho.

gorzka czekolada

Dochodzi pierwsza. Siedzę. Nie mogę zasnąć. Co tu robić? Chyba teraz rozumiem dlaczego Kuba chodzi spać o 4 nad ranem. Nie ma co się dziwić, bo nie ma co robić,a jak nie ma co robić to nie ma co się dziwić. Więc siedzę i gapię się bezmyślnie w telewizor. Idzie program dla nauczycieli. 24 godziny na dobę. O czym oni w ogóle gadają. Kurwa jacy ci Anglicy są głupi. Jutro zarezerwuję bilet na święta. Koniecznie. Umieram. Umarłam. Dobranoc.

wtorek, 23 października 2007

ciasteczka

Od poniedziałku zacięcie i wytrwale szukam pracy. Na razie wysyłam cv gdzie popadnie, ale prawda jest taka, że odkąd tu jestem zaczynam poważnie wątpić w moje językowe umiejętości. Brytyjski akcent mnie rozwala, powala na łopatki od momentu wjazdu na teren Wielkiej Brytanii. A to stanowi dla mnie dość spory problem. Dlaczego? Bo strasznie nie chcę pracować w barze, zmywać naczyń, czy obierać ziemniaków. Chcę poszukać bardziej ambitnej pracy, ale sama już nie wiem. Na szczęście na razie nie mam czasu się nad tym zastanawiać bo mega tęsknię za rodziną, przyjaciółmi i polską kiełbasą. Zaczynam coraz częściej myśleć o otwarciu sklepu z polską kiełbasą gdzieś koło mieszkania, które wynajmuje wspólnie z chłopakiem. Zaczynam wariować na punkcie jedzenia bo żarcie jest tutaj nie do zniesienia. Nawet chleb smakuje inaczej. Zjadliwa jest tylko cebula, szczypiorek, jajka i ketchub firmy tesco. Tak tesco! Jakże by naczej. Wszystko tu kupuje tescowe. Dużo też pifkuję jakby to powiedział Kuba. Średnio dwa piwa dziennie na poprawę samopoczucia i dobry początek dnia. Na jedno więc narzekać nie mogę. Na alkohol. Piwo jest tu naprawdę dobre. Brakuje mi też piłkarzy. Nagrałam się solidnie w te wakacje. Najdos - biedaczek musiał mnie codziennie odprowadzać nawalną do domu. Ale co tam. Jest co wspominać.

Cholera za dużo piw. Zaczynam tesknić za domem...

cukiereczki

Zdecydowałam się w końcu na emigrację. Trochę wbrew sobie spakowałam walizki, pożegnałam się z bliskimi, wzięłam kota pod pachę i ruszyłam samochodem na wyspę. W tej dziwnej bądź co bądź podróży towarzyszyli mi rodzice. Jechaliśmy dwa dni. Non stop. Na zmianę. Spytasz po co to wszystko. Proste. Dla kota.