niedziela, 11 listopada 2007

ziemniak

Miałam kolejny dzień próbny - nie chcę mi się o tym pisać. Nie ma o czym. Dziś było mi cieżko. Zero wsparcia. Zero przyjaciół tylko walcz, walcz i walcz.
Pierdolę to wszystko, zaciskam zęby i idę dalej. Jeszcze mam trochę siły. Szukam dalej. Na razie mam moje bankiety. Zawsze coś. Ludzie wspaniali, przesympatyczni - miód, marzenie. Ale mała pensja - szukam więc dalej...

Metro metro metro. Pierdyliard ludzi, nie da się przecinąć. Szukasz swojej linii, przesiadasz się, szukasz na mapie, biegniesz dalej. Jazda metrem zajmuje mi czasem ok. 2 godzin. Wszystko zależy od celu. Duszno,ciasno, śmierdząco, ale do przodu. Tam grają, tam śpiewają a ty idziesz, biegniesz, lecisz byle zdążyć, byle na czas.

Poznałam kilku Polaków. Rada. Trzymać się od nich z daleka.

Idę spać. Dziś odechciało mi się wszystkiego. Byle do 18 grudnia. Byle do Polski.

tradycyjnie umarłam zalana łzami

Brak komentarzy: