Dziś kolejny bankiet. Nie powiem. Było naprawdę ok. Poznałam z pierdyliard nowych ludzi: Meksyk, Kazachstan, Grecja, Londyn-sąsiadka, Sydney. Gdzie, jeśli nie tu poznam tyle kultur, tyle narodowości, tylu wariatów. Mój ulubieniec z Pakistanu (Dzięki) dziś nastawiony był na opcję „obrażonego do końca życia”. Nie wiem o co mu dokładnie chodzi – ale szanuję jego fochy, frustrację i dziwne zachowanie. Może za bardzo go lubię. Wręcz ubóstwiam! Jak jest ciężko mogę zawsze liczyć na jego durne, infantylne lecz śmieszne zdania, wyrazy, związki frazeologiczne… Ali to Ali. Niezastąpiony.
Umieram i rozbieram się dziś…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz