sobota, 8 grudnia 2007

włos

Dziś kolejny bankiet. Nie powiem. Było naprawdę ok. Poznałam z pierdyliard nowych ludzi: Meksyk, Kazachstan, Grecja, Londyn-sąsiadka, Sydney. Gdzie, jeśli nie tu poznam tyle kultur, tyle narodowości, tylu wariatów. Mój ulubieniec z Pakistanu (Dzięki) dziś nastawiony był na opcję „obrażonego do końca życia”. Nie wiem o co mu dokładnie chodzi – ale szanuję jego fochy, frustrację i dziwne zachowanie. Może za bardzo go lubię. Wręcz ubóstwiam! Jak jest ciężko mogę zawsze liczyć na jego durne, infantylne lecz śmieszne zdania, wyrazy, związki frazeologiczne… Ali to Ali. Niezastąpiony.

Dziś w drodze do pracy zobaczyłam włos. Powiewał niewinnie w londyńskim metrze. Trzymał się dzielnie tablicy z rozkładem jazdy. Niczym nie przejęty prężył się niczym niewzruszony turysta. Tam zaglądał, tam sprawdzał, tam się wyginał. Piękny, długi, rudy, dumny włos.

Poznałam kolejnego Polaka. Pierwszy prześmieszny Polak. Wspaniały! W stanie permanentnego ubawienia pozostałam do końca wieczoru. Szkoda, że uciekł tak szybko. Następnym razem zabiorę jego numer telefonu. Strzeż się młody Polaku.

Umieram i rozbieram się dziś…

Brak komentarzy: