Znowu Londyn. Ludzie, kolory i światełka. Błękit, szarość i pomarańcz. Wszystko takie dziwne, trochę obce. Coraz częściej zastanawiam się jak dalej będzie wyglądało moje życie. Kiedyś wszystko wydawało mi się poukładane, takie pewne. Teraz jest zupełnie odwrotnie. Moje życie coraz bardziej przypomina porozrzucane puzzle. Tu, tak daleko od kraju zaczynam powoli zatracać poczucie rzeczywistości. Czasami mam wrażenie, że powoli wariuję. Pokój jest coraz ciemniejszy, ziemia coraz mniej stabilna, a rzeczywistość przytłaczająca i jakaś taka bez konkretnego celu – bez stabilizacji. I nie chodzi tu bynajmniej o brak pracy czy oparcia, raczej o to ciągłe gdybanie i zgadywanie, co też przyniesie jutro.
Martwię się o wszystko, denerwują mnie najprostsze czynności. Nawet smarowanie kanapki masłem doprowadza mnie do stanu całkowitego wkurwienia. Wkurwia mnie ta cała egzystencja, powtarzający się rytm dnia i nocy. Kurwaaaa!!!!!!!!
Dziś oglądałam dokument o Anne Frank. Co za dziewczynka, co za historia. Po obejrzeniu ostatniego epizodu popłakałam się jak głupia, nieustannie przez kilkanaście dobrych minut rozpaczałam jak idiotka. Moja twarz spuchła do niewyobrażalnych rozmiarów. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduje. Gdybym tylko mogła ukryłabym ich wszystkich na moim kozienickim strychu. Ciekawe czy strach by mi na to pozwolił…
Kto do kurwy nędzy ich wydał, no kto??????????????