wtorek, 23 października 2007

cukiereczki

Zdecydowałam się w końcu na emigrację. Trochę wbrew sobie spakowałam walizki, pożegnałam się z bliskimi, wzięłam kota pod pachę i ruszyłam samochodem na wyspę. W tej dziwnej bądź co bądź podróży towarzyszyli mi rodzice. Jechaliśmy dwa dni. Non stop. Na zmianę. Spytasz po co to wszystko. Proste. Dla kota.

Brak komentarzy: