sobota, 27 grudnia 2008

ignorant-olewacz

Psychologia wyróżnia około pięćdziesięciu różnych kompleksów - to ciekawe, chociaż z drugiej strony jakby się tak bardziej nad tym zastanowić, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Kompleksy każdy z nas miał, ma i mieć będzie, bo przecież nikt nie jest doskonały - a jak myślisz, że jesteś, to prawdopodobnie również wynika z jakiegoś rodzaju kompleksu. I tak źle i tak niedobrze. Najlepszą metodą walki z kompleksami jest powszechnie znana ignorancja. Gdy czujemy, że nadchodzą należy przyjąć pozycję siedzącą, odpalić papierosa, pomyśleć o czymś przyjemnym i mieć generalnie wszystko w dupie. Nie dajmy się zmanierować, nie dajmy kompleksom zatriumfować. Zaprzyjmy się w sobie i już. Byle nie za mocno.

Czasami bywa to niesamowicie trudne. Tym lepiej! Im wyższa poprzeczka tym człowiek bardziej cierpliwy i zahartowany. Stopień trudności zależy przeważnie od otaczających nas osobników. I płeć, nie ma tu większego znaczenia. Każdy osobnik z workiem kompleksów porównuje siebie do ciebie, ciebie do siebie, i tak w nieskończoność. Na początku sprawdza walory zewnętrzne, rzuca okiem na ubranie, buty, włosy, paznokcie i inne duperele. Następnie odpływa w świat marzeń, zarysowuje w powietrzu własną sylwetkę i często nieświadomie zaczyna porównywać. Tego rodzaju porównania z reguły nie są groźne, mało tego, często mają nawet moc zbawczą. W szczególności, gdy po krótkiej analizie dochodzimy do wniosku, że i tak w sumie wyglądamy o niebo lepiej. Ale kompleksy zewnętrzne nic się mają do tych wewnętrznych, charakternych, mocnych i przerysowanych. Osobników z takimi kompleksami trudno zmienić, ba nawet trudno ich znieść. Ten co takich nie ma, nie zrozumie. Najgorszym z najgorszych jest kompleks niższości. Osobniki te często obserwują ukradkiem życie innych, patrzą na dokonania, przebyte kursy, podróże i krew ich zalewa, że to nie oni. Sami najczęściej mają, o dziwo, lepiej. Lepsza praca, perspektywy na przyszłość, więcej znajomych, imprezy, szmery bajery, ale kompleks nie pozwoli na samospełnienie. O nie! Trzeba się nieustannie nakręcać, nieustannie coś u kogoś sprawdzać. - O proszę, on/a się teraz uczy, potrafi to i tamto. Kurwa mać! Ja też muszę. Ale zaraz tylko mnie to raczej nie interesuje hmm.. nie ważne. Zapiszę się i zrobię. A co! I tak w koło Macieju. W psychologii nazywają to "powrotem do jądra kompleksu", co wywołuje niepokój, wstyd, a nawet lęk. Wtedy jesteśmy zwyczajnie zgubieni, dosłownie wychodzimy z siebie. Zaczynamy obmyślać strategię działania. Siadamy obok konkretnego osobnika, zajmujemy pozycję otwartą, sprawdzamy czy usłyszy, czy jest w zasięgu i zaczynamy rozmowę, ale nie z nim bezpośrednio tylko z kimś obok bądź na przeciwko. Wszystko musi być zapięte na ostatnio guzik. Bierzemy silny wdech, prawie dławimy się nabranym powietrzem i w tany. Opowiadamy co nas ostatnio "zainspirowało", czym się aktualnie zajmujemy, a ponieważ jest to dokładnie to, co robi osoba obok więc tym łatwiej napuszyć się i zaspokoić choć odrobinę własne wygłodniałe ambicje. Z zewnątrz wygląda to co najmniej żenująco, ale dla nas nie ma to większego znaczenia. Najgorzej gdy osobnik obok zachowuje pozycję ignoranta-olewacza. Z takim to już wygrać się nie da.



"Istniejące kompleksy wywierają silny wpływ na zachowanie jednostki i wyrażają się w różnorakich dążeniach, obawach, postawach wobec otoczenia oraz nerwicowych reakcjach".

środa, 17 grudnia 2008

nerwica niekontrolowana

Pakuję walizki i jadę na dwa tygodnie do Polski. A co! Jestem przeszczęśliwa. Boję się tylko o mojego kochanego Szatka. Mój mały kotek zostanie sam w pustym i zimnym mieszkanku. Mam nadzieję, że nic jej się nie stanie. Jeśli coś, to pozabijam!

Angole coraz bardziej działają mi na nerwy, mam wrażenie że moja nerwica z dnia na dzień coraz bardziej się powiększa i rozrasta do niewyobrażalnych wręcz rozmiarów. Stan tzw. wkurwienia permanentnego dopada mnie co najmniej raz dziennie. Wczoraj myślałam, że podpalę blok i rzucę się na gówniarstwo przesiadujące od jakiegoś czasu pod moim oknem. Wyszłam, pozdrowiłam odpowiednio kolorową ekipę współczesnej młodzieży, na koniec rzuciłam kilka bluzgów w rodzimym języku i na uspokojenie wypaliłam 2 papierosy w tempie bardziej ekspresowym niż normalnym. Po kilku minutach gównarzeria łaskawie zmieniła lokum udając się w nieznanym mi kierunku. Po drodze pokopała kilka samochód i opluła sąsiednie chodniki. W 2009 kupuję sobie broń lub co najwyżej siekierę z podwójnym ostrzem!!! I znowu się wkur….!!!!!!!!!!!!!!!

Do białej gorączki doprowadza mnie również sąsiadka z góry, która od rana do nocy przechadza się po domu w chodakach albo w butach na obcasie. „Lubimy się” chyba tak samo, bo co jakiś czas rzucamy w swoim kierunku najznakomitsze słowa a czasem nawet zdania podwójnie złożone. Bożeeeee zaczynam powoli oswajać się z myślą, że już niebawem sen o zamkniętym oddziale psychiatrycznym przestanie być tylko snem….

Dobra koniec narzekania.

Idę poprzytulać Szateńka.


wtorek, 2 grudnia 2008

firemka

Mój kontrakt powoli się dopala, został jeszcze tylko fragment strony siódmej – ostatniej, a potem do widzenia, spierdalaj i wynocha więc jak przystało na osobę opanowaną o wielce wysokiej kulturze osobistej zachowam kamienną twarz i zamknę za sobą ten rozdział. Już od jakiegoś czasu miałam przeczucie, że moja firemka powoli się zapada. Nuda wtargnęła w każdy zakamarek naszego drewnianego strychu. Cóż, bywa, raz „pod” raz „nad”. Teraz „pod” w oczekiwaniu na to nagłe „nad”. Zima mi nie sprzyja. Oj nie…

Powoli rozglądam się za studiami, jedne już nawet znalazłam, jeszcze tylko zdam egzamin i kto wie, może już niebawem wkroczę na drogę rozwoju i powszechnej edukacji.

Tymczasem pomagam bezdomnym. Tak wiem, zimowa depresja. Byłam co prawda dopiero dwa razy, ale zamierzam kontynuować. Przychodzą do mnie pogadać, albo proszą żebym im załatwiła jakieś dokumenty. Dzwonię na policję, zgłaszam kradzieże, rejestruję, szukam dla nich pracy (o ironio!) lub tylko rozmawiam. 80% stanowią Polacy, reszta to delikwenci z Rumunii albo z samej Anglii. Prawie wszyscy śpią na ulicy…

Chyba się starzeję.