Muszę przyznać, że zmiana mieszkania mi służy. Przybrałam trochę na wadze, zmieniłam nieco kolor włosów i zaczęłam palić na balkono-tarasie. Co istotne – polubiłam nawet moich sąsiadów. I tych z góry i tych z prawej. I choć dotychczas nie zamieniłam z nimi ani słowa, muszę przyznać, że darzę ich czystą i niczym nie skażoną sympatią.
piątek, 25 lipca 2008
pies o imieniu „koń”
piątek, 4 lipca 2008
eliminacja
Na razie nie mam w nowym mieszkaniu internetu i wszystko wskazuje na to, że panom odpowiedzialnym za instalację zajmie to co najmniej 100 kolejnych lat. Nie wiem, co sądzic o nowej miejscowce – prawdę mówiąc trochę mnie to miejsce przeraża. Wszędzie tylko anteny satelitarne i ciemna “śmietanka” londynu raz po raz zaglądajaca mi w okna. A Azja mówiła “Nie wprowadzaj się tam, gdzie są anteny, bo to oznacza dość sporą mieszankę kultur”. I chyba miala rację. Nie będę się tu usprawiedliwiać jakimiś tam farmazonami, powiem tylko, że preferuję miejsca zamieszkiwane przez bliską mi “kulturę” – moją własną. I doprawdy mam w dupie, że ktoś zaraz wytknie mi brak tolerancji czy otwartości. Jakiś problem? Wpadnij do Londynu i pomieszkaj sobie trochę, a zobaczysz co to znaczy strach. Bo ja zaczynam się naprawdę bać moi drodzy i to coraz bardziej. Codziennie kogoś mordują, codziennie jakieś porachunki gnojowych gangów. I co gorsza, kurwa mać, nie ma reguł! W piątek w mojej dzielnicy zabito 17-letniego chłopaka – dostal 11 ciosów nożem. W niedzielę zamordowano dwóch francuskich studentów na południu Londynu – w sumie dostali 243 ciosy nożem w plecy, szyję i głowę. 23-letni studenci, którzy wpadli tu tylko na kilku tygodniowy staż na jakiejś tam prestiżowej uczelni, w ostatni weekend zostali z premedytacją i w okrutny sposób pozbawieni życia.
Przedstawieciel tutejszej policji stwierdził, że w całej swojej karierze nie widział tak przerażającej zbrodni.
Nasuwa się zatem pytanie, co też kurwa trzeba mieć w tej bani nie tak, żeby chwycić za nóż i wbić go kilkanaście razy komuś w twarz?