Wszystko mnie wkurwia. Znowu się zaczyna. Ja pierdolę!
Za to że w mojej kuchni, na mojej patelni, praży się i tęży drobno pokrojony czosnek. I śmieje się, i śmierdzi! niech spierdala...
Wkurwia mnie, że ta się znowu odchudza. Je i piecze te swoje nisko kaloryczne gówno. Cuchnąca stęchlizna w wersji „Light”. I ciągle pyta i ciagle kurwa mnie pyta:
„Aja, czy ty dziś jadłaś? A co? Jedz! Zjedz coś... jedź” Sama kurwa jedz!
Wkurwia mnie słodzik, a nie cukier. Kupiła ostatnio słodzik w jasno-jebnym opakowaniu. Wkurwia mnie ten słodzik strasznie.
Wkurwia mnie waga. Ustawiła ją w łazience i się kurwa waży. Wciąż i ciągle. A przez to i ta waga waży mnie – we śnie, za dnia – waży i się kurwa jarzy, że mnie waży.
I ten jej jogging mnie wkurwia. Wstaje rano i biega, a potem wraca zjebana potem i patrzy. Patrzy, że ja nic. Że nie biegałam tylko ruszyłam lewą nogą. I to za dużo.
Wkurwia mnie, że nie wiem co dalej robić. Ciągle kurwa nie wiem.
I że nie mam siły. Nie mam kurwa siły
by wyjść
trzasnąc drzwiami
i już nie wrócić
piątek, 22 października 2010
czwartek, 13 maja 2010
faza
Sternberg wymienia aż sześć etapów związku. Mamy fazę zakochania, romantycznych początków, związku kompletnego, przyjacielskiego, pustego i ta ostatnia ‘najpiękniejsza’ – rozpad związku. A ty w której jesteś fazie?
czwartek, 29 kwietnia 2010
ohy
Wypaliło mi ćwierć mózgu. Oficjalnie nie ma już nic. Pustka. Więc nie myślę, stąd też brak dalszych postów i wypocin. Chcesz więcej? No chcesz? Oglądaj TVN lub sięgnij po stronniczą Wyborczą. I pamiętaj: TVP nigdy nie kłamie, a Pospieszalski jest współczesnym Sikorskim walczącym o Polskę i tym kim dziś jesteś. Nie wiesz kim jesteś? To się już kurwa nie dowiesz. Za późno. Ciebie też wypaliło. Czego dokładnie Ci brakuje?... nie wiem. I prawdę mówiąc gówno mnie to obchodzi. Napisz do Kasi (Bravo Girl), ciągle chyba śledzi rubrykę listów od wystraszonych nastolatków, którym jedno wyrosło za duże, a drugie za małe.
Dokumenty, wiadomości, Jarosław to i tamto… Komorowski dostał sraczki, ale już mu węgiel zapodano. Czekaj! Jest i lewica… a nie przepraszam… ciągle się zastanawiają, ciągle wspominają… tego nie ma… tamtej też już nie… Ale będzie lepiej, ładniej i bez wiercenia w tyłkach.
I jak to zwykle w bajkach bywa wszyscy szczęśliwie odlecieli jednym samolotem…
Niestety w polskiej rzeczywistości ładnych zakończeń brak - więc co się stało to się nie odstanie.
Wnioski? Nie, skądże znowu! Pod względem formalnym wszystkie procedury zostały zachowane.
A my Polacy uwielbiamy przecież słowo „PROCEDURY”. Ah i Oh i Upssss
Dokumenty, wiadomości, Jarosław to i tamto… Komorowski dostał sraczki, ale już mu węgiel zapodano. Czekaj! Jest i lewica… a nie przepraszam… ciągle się zastanawiają, ciągle wspominają… tego nie ma… tamtej też już nie… Ale będzie lepiej, ładniej i bez wiercenia w tyłkach.
I jak to zwykle w bajkach bywa wszyscy szczęśliwie odlecieli jednym samolotem…
Niestety w polskiej rzeczywistości ładnych zakończeń brak - więc co się stało to się nie odstanie.
Wnioski? Nie, skądże znowu! Pod względem formalnym wszystkie procedury zostały zachowane.
A my Polacy uwielbiamy przecież słowo „PROCEDURY”. Ah i Oh i Upssss
środa, 6 stycznia 2010
pryszczata żarówka
Co jakiś czas uaktywnia się dawno już wykręcony zawór w postaci zawrotów głowy. Lekkie kręcenie w bani i małe, bo niewielkie i nieduże problemy ze złapaniem równowagi. Czego chcieć więcej w 2010? Chyba już niczego. W lustrze nie widzę już siebie tylko jakąś pokraczną babę z lekkim zezem na ocieplenie zmrożonego klimatu anglosaskiej zaśnieżonej tolerancyjnej dupy. Niby wszystko w normie, a jednak nieco powyginane i wydęte jak na tę porę roku przystało. Ciśnienie ok., puls pulsuje, serce pracuje, nogi gdzieś idą, mózg kalkuluje choć z przerwami na modernizację serwera, bo się przegrzewa i znika połączenie zakrzepowo-łączne, które odpowiada za poprawną pracę tejże bani jako całości. W zawiłości prostego życia rozdartego między młodością, a gównianym życiem starczym stoję na skraju załamania nerwowego i rozdwojenia rozdwojonej już dawno jaźni. Ale patrzę w przyszłość przez zaciśniętą do granic wytrzymałości grubą, wygryzioną gdzieniegdzie przez mole kotarę, spod której widać małe światło bijące nie wiadomo skąd. Może z dupy wyglancowanej na szkolną piątkę, może od boga karcącego moje postępowanie posejdonowskim trójzębem, a może to tylko mała pryszczata żarówka migocąca mizernie na dnie teatralnej garderoby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)