piątek, 22 maja 2009

sugerowałbym...

Chyba pierwszy raz w życiu nie mam o czym pisać. Zupełna pustka. Jest piątek wieczór – znowu piątek – jestem sama w domu. Siedzę i piję drugie piwo. Uwielbiam te momenty. Mam wtedy wszystko w dupie. Totalnie. Myślę nawet, że jakby nagle w moich drzwiach pojawił się Robert Pattinson z bukietem kwiatów, prawdopodobnie nie zwróciłabym na niego najmniejszej uwagi. Zresztą co jak wypisuje! - Robercie! Wpadaj stary! Hehe

Ostatnio w pracy namiętnie obserwuję ludzi. Każdy jest taki inny. Taki pojebany. Ta taka, a ta siaka. Ten tamten owanten i sramten.

– Agato! Dlaczego nie zrobiłaś odpowiedniego research’u?!

– Emm… po pierwsze nie było na to czasu, po drugie zamówienie dwóch pieczątek nie jest chyba priorytetem na chwilę obecną.

- Agato, znowu się denerwujesz, zupełnie nie potrzebnie. Denerwujesz się?

- Nie. Nie. Nie. Nie! NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

- Agato, nawet zamówienie pieczątek jest wbrew pozorom ważne, istotne dla firmy!
Czy zapytałaś mnie jakbym sklasyfikował tę sprawę? To jest urgent!!!

- Jaką sprawę?

- No pieczątek! Rozmawiamy o pieczątkach!!!

- Ach tak, nie... zapomniałam.

- No właśnie, zapomniałaś. Musisz zacząć od zbadania rynku.

-… ty ciągle o tych pieczątkach…

- tak, Agato tak! Pozwól, że ci to narysuje...

(mija 1000 godzin na rysowaniu kilku typów komunikacji)

- ooo uuuuu

- no właśnie Agato, a pamiętasz jak ci rysowałem….

(10000 godzin kolejnego rysowania)

- Aha no tak, następnym razem będę pamiętać...

- Agato, research kilku firm, skrupulatne porównanie ofert i do tego analiza swot, zalety, wady, a na koniec podsumowanie z załącznikami inaczej nie możemy pracować.

- ale…

- nie Agato, sugerowałbym raczej, priorytet, struktury, procedura, oni chcą nasz oszukać, negocjacje Agato, NEGOCJACJE, biznes plan, research, stosują specjalne zagrywki, metoda ograniczonych kompetencji, na twoim miejscu…!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Pif

Paf

piątek, 8 maja 2009

Bogusia

Jestem strasznie przeziębiona. Glut do ziemi, bolące gardło i wysoka temperatura. Mam tylko nadzieję, że to nie żadna tam świńska grypa czy inne takie. Człowiek przecież codziennie jeździ metrem z różnymi dziwnymi przypadkami i w zasadzie nie wiadomo na kogo może trafić. Wczoraj zadzwoniłam nawet w tej sprawie do lekarza, chciałam wykluczyć najgorsze. Wiem wiem, jak zwykle przesadzam, ale co tam. Do lekarza przez dwie godziny nie można było się dodzwonić no a kiedy mi się to udało, pani z uprzejmością Bogusławy z polskiego sklepu spożywczego, oznajmiła mi, że nie ma już wolnych miejsc i trzasnęła słuchawką. „Jak to miło,” pomyślałam. „Czyli jednak panie Bogusławy są wszędzie na świecie, bez wyjątku!”, wykrzyknęłam resztkami sił i umarłam na wyrostek robaczkowy.