sobota, 1 grudnia 2007

grudzień

Pan X poleciał w środę na Barbados - gdziekolwiek to jest. Zostałam sama. Przeszukałam dziś dokładnie całe grono i umarłam. Dochodzi 2 a ja ciągle nie śpię. Ocipieć można - niech ktoś coś gdzieś po coś tu wpadnie.

Dziś jest pierwszy dzień grudnia. Już nie długo będę w domu. Wyjdę na płytę lotniska, zaciągnę się polskim powietrzem, odbiorę małą walizkę i rzucę się na rodzinę. Potem zadzwonię do znajomych, że to już i ponownie umrę ze szczęścia. Dziś tęsknie bardzo... chociaż wypiłam tylko dwa na sen... więc niech on k... wreszcie przyjdzie!

Poczekam na górze w pokoju

Brak komentarzy: