poniedziałek, 31 marca 2008

wyspa

Kilka dni temu wróciłam na Wyspę. Przez te parę dni strasznie tęskniłam za Polską, rodzinką, znajomymi… Na szczęście ciśnienie się już unormowało i powoli zaczynam patrzeć w przyszłość. Odbyłam kolejne spotkania w sprawie pracy i mam nadzieję, że nareszcie coś się konkretnego wyklaruje. Dwie oferty też odrzuciłam – żeby nie było – ale o popierdułkach i niedojebkach nie ma się co rozpisywać.

Kolejna wizyta w Polsce zaplanowana jest na koniec maja!

sobota, 15 marca 2008

nic

Pierwszy raz w swoim dziwnym życiu uciekłam z miejsca wypadku. Piłam i piłam, grałam i piłam, a potem znów piłam. I co kurwa? I nic. Nacisnęliśmy czerwony guzik i pustka. Nie zapłaciłam ani złotówki. Dzięki za tą dziwną akcję. Zawsze chciałam to zrobić.

środa, 12 marca 2008

wiatr

Jestem potwornie zmęczona. Ostatniej nocy prawie w ogóle nie spałam. A to wszystko przez wiatr. Boję się jak tak wieje…jak wiatr wieje…wieje…wiatrrrr

Jestem już spakowana. Wszystkie moje szmatki, majteczki, skarpetki, pomadki, lokówki, kolczyki – wszystkie te duperele, siedzą teraz grzecznie zamknięte w czeluściach wielkiej granatowej walizki. Ciekawe o czym teraz rozprawia moja czerwona szminka…? A może wdała się z niebieskimi gaciami w jakąś ciekawą i intrygującą dyskusję? Może…

Londyn – Warszawa 6:50 am

Nie wstanę, wstanę, nie wstanę, wstanę, nie wstanę, wstanę, nie wstanę… wstanę!

niedziela, 9 marca 2008

dzień kobiet

Z forum i nie tylko:

„Spóźnione, ale najlepsze życzenia z okazji Dnia Kobiet”

„Wszystkiego Najgorszego”

„Szpryca im od małego-tym babom głupim i niech se lekarza na partnera znajdą, a nie łażą po tych blokowiskach stadnie, jak te lanie, i pokazują gole piersi chłopom po pijaku-a kij im w zęby-a niech pamiętają kto tu jest szefem-chłop czy baba-a gruźlicą węzłów chłonnych się je zarazi-to będą leczyć się do końca -cholera- i po chirurgach chodzić- przeklęte baby do 7 pokolenia - niemry zakazane -zemsta po latach za ten ich wyższy poziom ekonomiczny - Tfu! znieść ich nie mogę!”

„Wiem, że nie obchodzisz, ale najlepsze życzenia”

„Kochana Moja... Życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń... A właściwie nie - wszystkie przecież Ci się spełniły... :) No może nie wszystkie... Te najważniejsze... A więc spełnienia tych malutkich i tych większych, uśmiechu i zadowolenia i wszystkiego NAJ NAJ...”

I na zakończenie:

„Tradycyjnie jak co roku życzę wam wilgoci w kroku dziewoje”

szaliczek i rękawiczki

Mój wspaniały kolega kończy dziś 26 lat. I czy tego chce czy nie, w moim przekonaniu ma już lat 30. I choć nazwał mnie dziś szczylem, glutem i gnojówką to i tak nie zmienia to faktu, że i ja za kilka miesięcy osiągnę ten przerażający mnie po stokroć wynik. Od kiedy pamiętam zawsze chciałam być starsza. W przedszkolu chciałam być od razu w starszakach, w zerówce marzyłam o szkole podstawowej, a potem myślami byłam już w liceum i na studiach. Moje podejście do wieku zmieniło się radykalnie na czwartym roku studiów, a bardziej precyzyjnie, gdy stałam pod drzwiami czekając na obronę swojej gównolotnej pracy magisterskiej. Dokładnie w momencie, gdy otworzyły się drzwi do „sali obronnej”, a zza rogu wyjrzał mój ukochany promotor, w wielkich stalowych okularach, zdałam sobie sprawę, że mój czas młodości i studenckich libacji alkoholowych mija bezpowrotnie. Oto wkraczam w wiek przyszłych mam, ciekawej pracy, męża, własnego samochodu, mieszkania, gotowania, książek kucharskich, niańczenia, przewijania, cerowania, pieczenia, szycia, mycia, zmywania…. I gdyby nie profesorskie wołanie: - Pani Agato! Czekamy. Proszę wejść do sali – uciekłabym chyba w drugą stronę, choćby na sam koniec świata. Teraz, gdy tak patrzę na nasze poczciwe grono, czy na buraczaną naszą-klasę, godzinami wertując i sprawdzając starych znajomych czy innych przypadkowo spotkanych kiedyś ludzi – myślę sobie – co się kurwa z nami porobiło? Kto by kiedykolwiek pomyślał, że Robert z 8b może mieć dziś kilkuosobową rodzinkę, dzieci, żonę, psa i kota, a Anka z liceum jest już po pierwszym rozwodzie i zaczyna właśnie układać sobie życie u boku jakiegoś tam żonatego mężczyzny. Najgorsze jest jednak to, że moja osoba zapewne nie budzi żadnego zainteresowania wśród dawnych koleżanek i kolegów. Męża nie ma, pracy jak na razie też nie, a i o dzieciach nic nie słychać. A kochana Babcia za każdym razem powtarza – Kochanie, czy ja jeszcze w ogóle mam szansę zatańczyć na twoim weselu? – To zależy Babciu – odpowiadam. – Jeśli zamierzasz dociągnąć do 128 lat, to jak najbardziej. Po czym całuję ją w czoło i udaję się jak najszybciej do drugiego pokoju, by w spokoju poczytać o nowym związku Mandaryny czy wielkim biuście Ewy Sonet (co za cycki!). Ostatnio nawet podzieliłam się swoimi rozterkami z mamą. I choć od początku wiedziałam, że jest to zgoła ryzykowny temat, postanowiłam pójść za ciosem. Mama, jak to mama, na początku okazała wielkie zrozumienie, szarpnęła się nawet na słowa otuchy i pocieszenia. I gdy już tak zupełnie uwierzyłam, że rzeczywiście wiek nie ma wielkiego znaczenia i że na wszystko w życiu przyjdzie czas, nagle mamie puściły skrzętnie skrywane nerwy i emocje. – Ale jakby to tak dokładnie przeanalizować, to ty rzeczywiście jesteś jeszcze dzieckiem – powiedziała. - Zachowujesz się zupełnie jak dziecko! Czy ty wiesz, że córka mojej koleżanki – ta co jest w twoim wieku – w przyszłym roku bierze ślub! Kochana, nie można tak zawsze beztrosko stąpać po ziemi. Jak tylko przyjedziesz do Polski, to ja się za ciebie wezmę – mówiła widocznie poirytowana. – Aha i wiesz co? Mamusia kupiła ci ostatnio taki ładny różowy szaliczek i rękawiczki. Cudny komplecik! Spodoba ci się, zobaczysz.


sobota, 8 marca 2008

tory kolejowe

Właśnie skończyłam jeść czekoladę. Zjadłam całe opakowanie, nie zostawiając ani jednego kawałka. Pożarłam ją w całości w przeciągu zaledwie kilku sekund. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się połknąć tyle cukru w tak krótkim czasie. Co za dziwne uczucie… Zaraz się porzygam z przesłodzenia. Nie wiem jakie zbawienne składniki ma w sobie tabliczka czekolady, ale miejmy nadzieję, że była warta tak dużego poświęcenia.

P.S. Uwielbiam stukot przejeżdżających po torach pociągówwwww

A Ty?

wtorek, 4 marca 2008

pidżama

Tęsknię dziś za Olą i jej dziwną kraciastą pidżamą* oraz Margim wielbicielem dinozaurów i innych przepotwornych pająków. Opuścili mnie w sobotę 1 marca 2008 roku. Dokładnie o godzinie 14.40 wyszli z domu i już nie wrócili. Spakowali walizki, zabrali reklamówkę pełną octowych chipsów i ruszyli w stronę stacji metra, która nie wiedzieć czemu była tego dnia akurat zamknięta. Nie zważając na przeszkody i inne niepowodzenia wskoczyli do wspaniałego, czerwonego autobusu i udali się na King’s Cross, skąd londyńskie wagoniki zabrały ich centralnie na lotnisko. Po blisko 50 - minutowym opóźnieniu wystartowali, odlecieli i udali się do zupełnie innej polskiej rzeczywistości, zostawiając mnie samą w londyńskim chaosie porażek, rozpusty i postępującego z dnia na dzień alkoholizmu.


Zapaliłabym papierosa


Wypiłabym dwa zimne piwa


Ale nie zapalę


Ale nie wypiję


Dziś pójdę po prostu grzecznie spać


*Pidżama - strój przeznaczony do spania lub odpoczynku, składający się z luźnych spodni i bluzy albo spodenek i koszulki; piżama; pyjama (rzadko)