wtorek, 22 stycznia 2008

audrey

Dziś czas tak wolno płynie. W ogóle nie mogę nad ty zapanować. Zamykam oczy jest 21.00 - otwieram i jest to samo. Kurwa zero zmian. Wszystko mnie dziś irytuje. Pokłóciłam się chyba z całym pierdolonym światem. Nie mogę wytrzymać, a ty mi nie pomagasz. Kilka minut temu wpadł do mieszkania kolega pana X, kompletnie zalany. Po kilku minutowej rozmowie – średnio sympatycznej – wyszedł i nie wiadomo czy wróci. W sumie to chyba musi, bo rzeczy zostawił. Jak nie to na BEJU wystawię i jeszcze na tym zarobię.

Dziś kocham Audrey Hepburn. Co za kobieta!

Monotonia. Tak się nad tym zastanowić. Kurwa. Codziennie to samo. 7.00 Aja wstaje. Prysznic, kawa, kotowe żarcie, maska, zęby, budzenie pana X. 8.00 Aja gryzie paznokcie, by potem je ponownie spiłować, pomalować i co?... i obgryźć! Kurwa! A mówiłam, a prosiłam: „Aja nie gryź, nie obgryzaj. Dobrze kochanie?”. I co? I dalej kurwa. Zjadłam wszystko co mogłam. Wszystko to, co było zabronione. Wszystko! Potem „praca” i powrót – mój ulubiony kochany upragniony POWRÓT. 17.00 Metro, wbijamy się na trzeciego, ruchome schody, bank, śmierć chłopaka, tesco, pub, zapach ryb, warzywa, pralnia na rogu i dzieciak bawiący się na pierwszym piętrze z mamą. I dylemat. Czy dziś pijemy czy nie? Nie kochana dziś nie pijemy…

1 komentarz:

qba pisze...

a z tego co wiem było pite ... no i jak to tak ładnie kitowac online :)....