poniedziałek, 18 lutego 2008

woreczki śniadaniowe

Siedziała grzecznie w metrze późną wieczorową porą. W pięknym kolorowym wagonie, rozśpiewanym, roztańczonym, rozmarzonym… I myślała, słuchała i patrzyła.

- Hej ty! Z Polski jesteś, co? Jak masz na imię?

- Słucham?

- No jak masz na imię?

- Nie ma mowy, nie powiem

- No powiedz. Lecę za tydzień do Argentyny. Polecisz ze mną?

- Nie

- Ojciec kazał mi tu przyjechać, tu no wiesz… do Londynu. Ojciec od 30 lat produkuje woreczki śniadaniowe. Mam się nauczyć angielskiego i przejąć interes.

- Woreczki śniadaniowe? Jakie znowu woreczki?

- Heh no wiem głupio to brzmi, nikt nie wie co to dokładnie jest. No kurde woreczki śniadaniowe. Jestem z Kołobrzegu. A ty skąd jesteś?

- Z Warszawy

- Hmmm… Gdzie jedziesz?

- Nie twoja sprawa?

- No powiedz. A gdzie byłaś? Pogadajmy trochę

- Nie mam za bardzo ochoty.

- Powiedz chociaż jak masz na imię.

- Ewa

- Ewwaa…hmmm… Ładnie!

- Ewa, słuchaj a może…

- Wiesz co, kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, idę, wychodzę i spadam ok?

- Ok… Czekaj! A mógłbym Cię pocałować?

- Co?! Nie!

- No Ewa tylko raz… Obiecuję! No a jak byśmy się znali 2 miesiące to byś mi pozwoliła?

- Nie!

Wyszła. Normalnie trzasnęła by drzwiami, ale drzwi same zamknęły się z hukiem. I metro odjechało z frajerem na pokładzie i fabryką woreczków śniadaniowych do przejęcia.

Brak komentarzy: