piątek, 15 lutego 2008

Brixton

Nie dawno wróciłam z Brixton. Kto nie był to szczerze polecam. Warszawska Praga to przy tym pikuś to miejsce jest jak jakieś pieprzone londyńskie getto. Bieda, brud, smród no i te gównoloty wszędzie. Szczególnie bliska memu sercu jest tamtejsza poczta. Cudo i miód. Powinni kurde jakieś bilety wstępu sprzedawać przed wejściem – tylu wariatów co tam codziennie przychodzi to w całym swoim życiu nie widziałam. Gadają do siebie, krzyczą, biją się, walą po twarzy, śmierdzą, plują, wyzywają – żyć nie umierać. Radzę wziąć ze sobą aparat fotograficzny albo jak kto ma to i kamerę. Niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Ale miejsce to ma jedną, heh co ja mówię... ma aż trzy zalety! Otóż jak tylko wylądujesz już na stacji metra Brixton to od razu będziesz wiedzieć, że to jest ten wymarzony kawałek ziemi. Nie wiedzieć czemu puszczają tam z głośników muzykę klasyczną. I nie ważne czy pada deszcz, czy wieje wiatr, czy grzeje słońce – nie ważne czy jesteś szczęśliwa, zadowolona czy też maksymalnie wkurwiona, bo i tak zawsze, ale to zawsze będzie coś tam „pięknego” rzępolić ci nad uchem. Słodycz nieziemska. Nie wiem kurcze, żeby nie było potem…ale z drugiej strony… jaki to ma w ogóle sens? Za każdym razem, gdy jestem na Brixton zadaję sobie to piękne skądinąd pytanie. Czy na przykład taki czarny pan, co właśnie wczoraj przyjechał tu dajmy na to z Jamajki, zabierając ze sobą tylko jedną parę gaci, rozumie w ogóle muzykę klasyczną? Powinni puszczać tam co najmniej jakieś reggae chyba co…?

P.S. Biała pani z Warszawy nie rozumie w ogóle klasycznych przyśpiewek, co zapewne świadczy o jej prostactwie i małostkowości. Trudno – co robić.

Kolejna ważna do zanotowania informacja: na Brixton urodziła się sama Sharon Osbourne. Pięknie co? Heh Co za postać! Co za osobowość! Ten znamienny fakt został nawet upamiętniony na jednej ze ścian jakiegoś tam domu handlowego: Sharon Osbourne born in Brixton. Now in Hollywood. Hehehe Co za informacja! Myślę, że ta wiadomość pokrzepiła nie jedną brixtonową jednostkę.

No i na koniec – jeśli masz jakieś ukryte fantazje typu: fajnie byłoby polatać nago po ulicy - to też zapraszam na Brixton. Nikt nawet nie zwróci na ciebie uwagi. No i nad tym trzecim punktem warto byłoby się poważnie zastanowić.

Brak komentarzy: