Nigdy nie chciałam wychodzić za mąż i nadal uważam to za rzecz zbyteczną. Ta cała maskarada, loki, koki, kiecki, buty i welony doprowadzają mnie na skraj wymiotów. Moja Iza powiedziała mi całkiem niedawno, że teraz w modzie jest życie w konkubinacie. W modzie? Być może. Nigdy się nad tym nie zastanawiam. Może nareszcie jestem trendy.
Z podziwem patrzę na koleżanki bliższe i dalsze, które z radością pokazują mi swoje piękne bądź co bądź pierścienie zaręczynowe. Ten złoty, ten srebrny a ten z dużym brylantem. I dobrze. Cieszę się szczęściem moich znajomych. Widzę jak dużą sprawia im to radość. Być może kiedyś, gdy sama zostanę naznaczona „piętnem” połyskującego pierścienia, doznam nagle jakiegoś dzikiego olśnienia i dotyku szczęścia. Być może tak się i stanie. Tego nie wie nikt. A jak na razie cieszę się z tego co mam. Zresztą co ja wypisuję przecież niedawno w chwili słabości sama oświadczyłam się panu X, który z miną poważnego informatyka stwierdził, że jak zwykle przesadzam. Cóż moje drogie panie. Dla przekory do ślubu pójdę w pięknych atłasowych spodniach. Bardzo nie lubię sukienek.
1 komentarz:
Nie mogę ci tego przesłać, bo jest po hiszpańsku, ale jak to dostałam to od razu pomyślałam o tobie. więc przetłumaczę.
OTO NAJKRÓTSZA BAJKA JAKĄ SŁYSZANO:
"Była sobie kiedyś księżniczka, która spotkała księcia. Ten poprosił ją o rękę, ale ona odmówiła. Od tego momentu żyła długo i szczęśliwie, nie musząc dla nikogo prać, prasować, sprzątać, zarabiając i wydając pieniądze na siebie i nikogo innego, i sypiając z kim dusza zapragnie.
Piękną historia. Problem tylko polega na tym, że nikt nam jej nie opowiadał jak byłyśmy małe i spieprzono nam wizję świata tym cholernym księciem z bajki"
to tak a propos
Prześlij komentarz