Mój Mal de Debarquement znowu nie daje mi spokoju. W weekend pojawił się ze zdwojoną siłą. Jestem wykończona. Do kołysania dołączyły jeszcze mdłości i potworny ból głowy. Boję się wychodzić z domu, boję się metra, ludzi i ruchomej ulicy. Boję się dosłownie wszystkiego. Dziś nie poszłam do pracy, nie mogłam. Nie dałam rady. Walczyłam aż do stacji metra, a potem poddałam się chorobie. Wywieszam białą flagę i podnoszę ręce do góry w geście bezradności i cierpienia, którego nie da się wyrazić słowami.
Byłam dziś w przychodni, wypełniłam formularz i usiadłam bezwładnie w poczekalni. Lekarza najwcześniej zobaczę w piątek - muszę poczekać aż zawisnę w systemie przychodnianym. Ciekawa jestem co też takiego trzeba zrobić, żeby znaleźć się w tym przeklętym systemie rejestracyjnym - być może jest to jakaś niezmiernie skomplikowana procedura, takie kurwa angielskie czary-mary.
Do piątku muszą wystarczyć mi ćwieczenia. Siadam, wstaję, siadam, wstaję...
poniedziałek, 13 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
AJU!! KOCHANA,
nie wiem czy ty czytasz te komentarze w ogóle, ale tak czy inaczej, trzymaj się proszę!!
może jutro cię złapię na msn.
myślę o tobie
buzi
Prześlij komentarz