Wczoraj w nocy byłam u sąsiada z góry. Stał przed niedużym lustrem czesząc swoje przerzedzone włosy. Widziałam też jak się goli. Szybkim i pewnym ruchem ręki zabijał czarny nieproszony zarost. Przed wyjściem wypił jeszcze kubek herbaty, pocałował żonę i wyszedł z domu zapalając po drodze papierosa.
Widziałam wszystko. Każdy szczegół i każdy element. Nic nie uszło mojej uwadze. Nic. Pierwszy raz w życiu dusza oderwała się od ciała i leciała ponad pokojami przekraczając granice wyobraźni. Płynęłam, skakałam i obracałam się w powietrzu wodząc palcami po suficie i konturach szafy.
Nagle domem wstrząsnął potężny huk. Na zewnątrz, właśnie na dobre rozpętała się wichura. Popatrzyłam na siebie z oddali. Widziałam dokładnie mój przerażony wzrok i fragment kolorowej pidżamy w paski.
A jednak mnie tam nie było. Byłam przecież na górze. Na górze u sąsiada.
Czy to był tylko sen?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz