wtorek, 4 listopada 2008

zapal świeczkę

Za Babcię, co zawsze narzekała i nieustannie umierała. Za jej wspaniałego karpia, kotlety mielone i dziwną słabość do…coca-coli. Za jej gęste białe włosy, miękkie policzki i ciepłe kapcie. Za moją Babcię, która zawsze była mi bardziej dalsza niż bliższa, ale za którą dziś tęsknię. Za te wymuszone „rodzinne” spotkania i niedzielne obiady z rodziną na którą patrzeć nie mogłam i nie chciałam. Za jej pokraczną choinkę i prastare bombki. Za stare skrzypiące meble, palmę w pokoju, rogi łosia na ścianie i zdjęcia z Australii.

Za Twoją samotność. I za moją niewiedzę.

Za Dziadka, surowego, zamkniętego w sobie, ze skłonnością do przesady i wyolbrzymiania. Za jego wybuchową osobowość, cienkie ściśnięte ze starości usta i zaoraną zmarszczkami twarz. Za jego wielkie PRL-owskie okulary i piękną skórzaną teczkę. Za czerwonego malucha zaparkowanego pod kamienicą i za grzebień, który kupiłam mu pod choinkę gdy miałam 9 lat.

I za to, że nie mogłam Cię pożegnać tak jakbym tego chciała, Dziadku.

Za Daniela i za jego dziecinną twarz. Za te wieczne zaspane i uśmiechnięte oczy, jasne włosy i czarną bluzę z kapturem. Za pamiętne imprezy w mieszkaniu na Grochowie, za jego naiwność i skłonność do różnych dziwnych uzależnień. Za muzykę, której nie miałam szansy poznać i za nasze reytaniackie palenie na skwerku.

Za Ciebie Daniel.

Za Karolinę, której nie lubiłam i na którą miałam uczulenie i alergię. Za jej dziwny śmiech, ładny głos i kręcone długie włosy. Za jej sweterek, mały różowy samochód i licznych adoratorów. Za nasze palenie w kiblu na parterze i wspólną wyprawę do Gal Mok, gdzie nie potrafiłaś ruszyć z ręcznego na górce.

Za to, że nie przyszłam.

Za Grzesia i za jego piegowatą twarz. Za to, że mogłam Cię poznać i polubić. Za Twoje cudownie zbudowane ciało i lśniące białe zęby. Za błękitne oczy i rozbrajający głos. Za Twój nóż, złość i nieprzewidywalne zachowanie. Za to, że do mnie przyjechałeś. Za Jezioro, za Twój dotyk i za Twoje ciężkie 3 lata. Za bieganie pod babcinym blokiem, fajerwerki i za niewysłaną pocztówkę.

Grzesiu, po prostu za Ciebie.

Za drugiego Dziadka. Za Jego ciężkie umieranie i pożerającą chorobę. Za Twój ból, strach i za odejście. Miałam wtedy przyjechać. Za Twoje zaczesywane na bok włosy i białe koszule. Za jagodzianki, kanapę w pokoju i obrady sejmu. Za krzyżówkę, totolotka i za to, że nauczyłeś mnie rysować konia, kurę i czajnik. Za to że byłeś taki niedostępny, zamknięty w sobie i samolubny. Za alkohol, wspólne święta i za działkę na której spędzałeś całe dnie. Za to, że raz jedyny usłyszałam z Twoich ust komplement. Za firanki, miód, balkon, dżemy i powidła. Za mleko, piwnicę i Twoje pomarszczone ręce.

I za to, że nie chciałeś odejść. A odszedłeś.


...I za Rysia. Bo tylko on umiał śpiewać bluesa.

Brak komentarzy: