Od prawie tygodnia jestem na Wyspie. Kręcenie, które w Polsce zdawało się bezpowrotnie skończyć zaskoczyło mnie ponownie w kilka godzin po przyjeździe do Londynu. W pracy udaję, że jest świetnie. Zdaję się nie zauważać kołyszących się biurek i wirującej pstrokatej podłogi. Najgorzej jest jednak w nocy, boję się, że wyskoczę z ciała i będę patrzeć na siebie z góry, przelatując w panice pomiędzy pokojami. Opracowałam nową technikę, która przywraca mi chwilowy spokój - raz po raz szczypię się a to w rękę a to w policzek, by poczuć ból własnego ciała. To mi pomaga.
czwartek, 9 października 2008
sztorm
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz