Powoli wracam do rzeczywistości. Z podwodnych rozchuśtanych czeluści wypływam na powierzchnię normalnosci i stabilizacji. Ląd zaczyna być lądem, nogi nogami, a głowa nie przypomina już 100 kilogramowego głazu. Co prawda nie mogę jeszcze prowadzić samochodu ani napić się choćby małego zimnego piwa, ale gdy idę na spacer wiem i czuję, że idę o własnych siłach i na własnych nogach. Po prawie 4 tygodniach kołysania mam wreszcie kontrolę nad własnym ciałem. Powracam zza światów trochę spokojniejsza, łagodniejsza i bardziej niż kiedykolwiek ceniąca sobie zdrowie.
Nadal jestem w Polsce. Ale teraz to juz tylko kwestia dni. Za moment znowu wracam na Wyspe.
poniedziałek, 29 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
AJU!!
nie pożegnałyśmy się, szkoda, ale miło było się z tobą zobaczyć tutaj w PL. fajne uczucie móc wyjść na spacer po kabatach :) będzie mi cie brakowało wariatko!
buziaki ziemniaki
Prześlij komentarz