Nowym mieszkaniem nie nacieszyłam się długo. Już po niespełna miesiącu wprowadziła się do nas siostra pana X. Z wielkimi walizkami na kółkach i z mnóstwem bezsensownych tobołków wkroczyła w mój mały, intymny świat. Przywiozła ze sobą krzesła, koce i niezliczoną ilość pudełek – uwielbia pudełka! Mój mały domek przypomina teraz napakowany stary motel albo coś w rodzaju „atrakcyjnego” domu spokojnej starości. W kuchni mamy całą szafkę dżemów, i innych „niezbędnych” misek i miseczek. Wszędzie jakieś szpargały i inne zajebiołki, ale nie mogę narzekać. Szkoda mi jej. Po dwóch latach wegetowania w związku z pewnym Anglikiem, doszła w końcu do wniosku, że należy raz na zawsze zakończyć w końcu tę dziwną relację. I choć codziennie chodzi zamyślona i jakby nieobecna to jednak ma dość siły by snuć ciekawe plany i obmyślać inne szalone receptury na coraz to nowe powidła i inne takie. Dlatego poddałam się bezgranicznie. Lubię jej oczy.
wtorek, 2 września 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz