piątek, 20 czerwca 2008

rakiety

Generalnie panuje tu, w Lądku, taka „zdrowa” moda na sport. Rano, przed pracą, tysiące ludzi dosiada z dumą swoje składaki i przywdziewa odblaskowe kamizelki. Panowie w garniturach, panie nierzadko w eleganckich spódnicach, zasuwają dziarsko do pracy na obdrapanych dwukołowcach. A jak! Czasem nawet pogoda nie ma większego znaczenia. Co tam ulewa, co tam błoto – ważne że na sportowo! Kto wie, może za rogiem na tutejszym „Wigry” spotkam szefową z pierwszego piętra.

Dziś piątek, więc moda na sport sięga niemalże zenitu. Od rana w biurze gorąca atmosfera i zagorzała dyskusja – kto, gdzie i jak będzie ćwiczył. I tak, szef ma zamiar co najmniej godzinę poświęcić dziś na siłowni. A kolega obok właśnie zadeklarował wieczorne biegi z narzeczoną. Ale najlepsze dopiero przed nami. Cudowny Jamie wpadł właśnie z wielką torbą obładowaną niemalże po brzegi…czym no czym? Rakietami to tenisa! I to nie jedną rakietą, a pięcioma!!!! Pytam więc z zaciekawieniem drogiego kolegi, po co mu tyle rakiet? Od dawien dawna wydawało mi się bowiem, że skłonność do przesady jest nieodzowną cechą kobiet. O on mi na to, że to tak na wszelki wypadek. Koleś wziął pięć rakiet do tenisa, tak na wszelki wypadek! No nic. Jak mawiają mądre dziadki – przezorny zawsze ubezpieczony. Ale moi drodzy – PIĘĆ RAKIET!!!!

Brak komentarzy: