wtorek, 27 maja 2008

zachmurzenie

Wróciłam. Znowu tu jestem. W mieście deszczu, wiatru i niepogody. Jeszcze w samolocie popatrzyłam zza chmur na skąpaną w słońcu Warszawę, by jak najdokładniej zapisać ją w mojej dziurawej pamięci. Widziałam brzydkie domy, wyboiste drogi i szarobure polne drogi. Machałam w myślach do mamy, przytulałam mocno tatę i drogą telepatii mówiłam do brata, że ma się pilnie uczyć i rzucić w końcu palenie, które jeszcze bardziej wysysa jego szczupła i młodziutką twarz.

Wspaniale było widzieć Was w sobotni wieczór…

Brak komentarzy: