sobota, 10 maja 2008

nic

Mój piątkowy dzień minął, umarł i odszedł w zapomnienie. Piątek do następnego piątku. Poniedziałek do następnego poniedziałku. Papieros do następnego papierosa. Butelka wina do następnej, cudownej bordowej butelki…

Wstałam o 6.40. Przeanalizowałam dokładnie Pudelka, obejrzałam odgrzane Fakty, ubrałam się i umyłam. Na koniec wypiłam jeszcze kubek ciepłej pobudzającej kawy i zamknęłam za sobą drzwi mojej angielskiej przystani. W pracy jak to w pracy, na górze byli już niemal wszyscy. Każdy zajęty swoimi sprawami, każdy wpatrzony w ekran monitora. Tylko Oli tradycyjnie kręcił się na swoim ukochanym krześle – raz w jedną, raz w drugą stronę. Odliczał zapewne godziny dzielące go do weekendu. Zresztą wszyscy byliśmy już jedną nogą tam…Pytasz: gdzie? W miejscu, czasie, gdzie słowo NIC nie ma innego znaczenia. Nic to nic. Nie robi się nic, albo jak wolisz, robi się NIC. Kocham słowo: nic.

Nic nie robienie

1 komentarz:

qba pisze...

piękny tytuł, piękne słówko .. wiem co mówie .. mam w tym pewne doświadczenie :P

www.nfn.republika.pl