środa, 14 maja 2008

Daniel W.

Siedzę na tarasie i myślę.
Myślę jak tu zabić czas i uwolnić się od nieznośnej muzyki sąsiadów.

Piję.
Piję, bo jak nie ma szybkiego rozwiązania to trzeba zabić problem, przygłuszyć go i zatłuc procentami. Od razu. Bez zastanowienia. Myślenie z poprzedniego akapitu wykreślam zatem i zabijam.

Dziś w nocy śnił mi się Daniel Witek. Siedział koło mnie na fotelu i uśmiechał się słodko do wszystkich wokoło. Widziałam go potem w metrze, ale szybko się zawinął. Nie zamieniliśmy ani słowa.

Daniel nie żyje. Zginął w wypadku 2-3 lata temu. Nie pamiętam dokładnej daty. Przepraszam. Wiem tylko, że go już tu nie ma. Umarł.

Brak komentarzy: