czwartek, 17 kwietnia 2008

szklanka

Znalazłam na półce starą, zakurzoną butelkę whiskey. Wyjęłam z szafki pierwszą lepszą szklankę, wrzuciłam do niej kilka kostek lodu i zalałam do połowy alkoholem. Po kilku sekundach walki z samą sobą odważyłam się spróbować. Moc procentów i niebywały smród whiskacza uderzył ze zdwojoną siłą. Ohyda. Coś przeobrzydliwego. A jednak wypiłam. Wypiłam całą gównianą zawartość szklanki.

1 komentarz:

qba pisze...

oj nie wiesz co dobre ... kompletnie ...