poniedziałek, 28 kwietnia 2008

ławka

W sobotę wstałam rano i poszłam biegać. Biegłam i biegłam mijając po drodze pseudorybaków, małe łódeczki, ławeczki, kaczuszki i puste puszki. Biegłam i biegłam. W za małych gaciach wpijających mi się raz po raz w tyłek, w za dużych spodniach zsuwających mi się nieco poniżej bioder. Biegłam i biegłam, a pot spływał mi z czoła. Kap kap kap. Ale biegłam i biegłam mijając po drodze innych pseudosportowców i spragnionych piwnych wrażeń londyńskich pijaków. Biegłam i biegłam, by wypocić z siebie wszystkie te złe emocje.

Wreszcie dobiegłam. Do końca. Do ławki! Piękna rozgrzana słońcem ławka czekała właśnie na mnie. Usiadłam na niej czym prędzej, zamknęłam oczy i usnęłam. Na ławce… Na pięknej ciepłej ławce. Mojej ławce…

Brak komentarzy: