niedziela, 13 kwietnia 2008

anioł

Weekend tak szybko mija… Z minuty na minutę coraz bliżej poniedziałku. Nienawidzę czasu. Niech ktoś albo coś sprawi, żeby czas w końcu stanął w miejscu – choć na chwilę, choć na moment. Na samą myśl o nowym tygodniu robi mi się niedobrze. Nie chcę. Kurwa nie chcę! Normalnie jak Rzecki z „Lalki” będę teraz dzień w dzień chodzić do roboty. A swoją drogą biedny Ignacy... miał w sumie strasznie nudne życie. Ignacy heh wyrazy współczucia i szczere kondolencje stary. Miałeś przejebane. Niby praca uszlachetnia, ale ja kurde pier… te wszystkie „pozytywne” strony mojej monotonnej egzystencji. Może jakaś odmiana? Fitness, aerobik, gra na skrzypcach? A może poprostu zapiszę się do jakiejś sekty. Heh no a skoro już mowa o sektach, to nie obrażając uczuć religijnych innych, napiszę tylko, że od trzech tygodni, co sobota, wpadają do mnie świadkowie Jehowy i za każdym razem zapowiadają nieuchronny koniec świata. Zupełnie nie wiem jak im powiedzieć żeby się odpierdolili. Powinnam pewnie wykopać ich za drzwi, ale jak tylko pomyślę o tym „końcu świata” i o perspektywie szybkiego zbawienia to jakoś nie mogę. W tym tygodniu zostawili mi ulotkę na temat nieba i pisemko o aniołach. Wspaniale! Zawsze podniecały mnie anioły.

Brak komentarzy: