Mój kontrakt powoli się dopala, został jeszcze tylko fragment strony siódmej – ostatniej, a potem do widzenia, spierdalaj i wynocha więc jak przystało na osobę opanowaną o wielce wysokiej kulturze osobistej zachowam kamienną twarz i zamknę za sobą ten rozdział. Już od jakiegoś czasu miałam przeczucie, że moja firemka powoli się zapada. Nuda wtargnęła w każdy zakamarek naszego drewnianego strychu. Cóż, bywa, raz „pod” raz „nad”. Teraz „pod” w oczekiwaniu na to nagłe „nad”. Zima mi nie sprzyja. Oj nie…
Powoli rozglądam się za studiami, jedne już nawet znalazłam, jeszcze tylko zdam egzamin i kto wie, może już niebawem wkroczę na drogę rozwoju i powszechnej edukacji.
Tymczasem pomagam bezdomnym. Tak wiem, zimowa depresja. Byłam co prawda dopiero dwa razy, ale zamierzam kontynuować. Przychodzą do mnie pogadać, albo proszą żebym im załatwiła jakieś dokumenty. Dzwonię na policję, zgłaszam kradzieże, rejestruję, szukam dla nich pracy (o ironio!) lub tylko rozmawiam. 80% stanowią Polacy, reszta to delikwenci z Rumunii albo z samej Anglii. Prawie wszyscy śpią na ulicy…
Chyba się starzeję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz