środa, 6 stycznia 2010

pryszczata żarówka

Co jakiś czas uaktywnia się dawno już wykręcony zawór w postaci zawrotów głowy. Lekkie kręcenie w bani i małe, bo niewielkie i nieduże problemy ze złapaniem równowagi. Czego chcieć więcej w 2010? Chyba już niczego. W lustrze nie widzę już siebie tylko jakąś pokraczną babę z lekkim zezem na ocieplenie zmrożonego klimatu anglosaskiej zaśnieżonej tolerancyjnej dupy. Niby wszystko w normie, a jednak nieco powyginane i wydęte jak na tę porę roku przystało. Ciśnienie ok., puls pulsuje, serce pracuje, nogi gdzieś idą, mózg kalkuluje choć z przerwami na modernizację serwera, bo się przegrzewa i znika połączenie zakrzepowo-łączne, które odpowiada za poprawną pracę tejże bani jako całości. W zawiłości prostego życia rozdartego między młodością, a gównianym życiem starczym stoję na skraju załamania nerwowego i rozdwojenia rozdwojonej już dawno jaźni. Ale patrzę w przyszłość przez zaciśniętą do granic wytrzymałości grubą, wygryzioną gdzieniegdzie przez mole kotarę, spod której widać małe światło bijące nie wiadomo skąd. Może z dupy wyglancowanej na szkolną piątkę, może od boga karcącego moje postępowanie posejdonowskim trójzębem, a może to tylko mała pryszczata żarówka migocąca mizernie na dnie teatralnej garderoby.

Brak komentarzy: